26 Maj 2011

Pan Stanisław z Książnicy /1/

Autor: Maria47. Kategorie: SYLWETKI .

W Encyklopedii Szczecina napisano o nim:

Stanisław Krzywicki, urodzony 4.11.1933 r. w miejscowości Małowista (Podlasie, powiat sokulski). Historyk – bibliotekarz, starszy kustosz dyplomowany, działacz kultury. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim.

Praca zawodowa:

  • kierownik Referatu Bibliotek i Czytelnictwa w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie – 1958 r.;

  • dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury w latach 1962-1964,

  • wicedyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki w latach 1965-1970,

  • sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury w latach 1970-1972,

  • kierownik wydziału Miejskiej Rady Narodowej w latach 1970-1072,

  • pracownik Komitetu Wojewódzkiego PZPR w latach 1972-1974,

  • Dyrektor Książnicy Pomorskiej od 1974 …

Opublikował kilkadziesiąt artykułów dotyczących bibliotekarstwa i kultury, autor i współautor informatora o bibliotece wojewódzkiej oraz wydawnictwa źródłowego „Historyczna droga do polskiego Szczecina”. Przyczynił się do poprawy materialnej dziewiętnastu bibliotek publicznych w województwie szczecińskim, a tym samym do rozwoju czytelnictwa. Autor programu rozbudowy Książnicy Pomorskiej.

Tyle skrótów encyklopedycznych. Teraz czas na bezpośrednią rozmowę.

* * *

Stanisław Krzywicki na samym wstępie naszej rozmowy mocno zaakcentował, że uważa wszystko za możliwe. Słowo „niemożliwe” nie wchodzi u niego w rachubę. Tak postępowała jego rodzina, tak i on został ukształtowany.

Jest zdania, że należy być silnym i stanowczym człowiekiem, na wzór ludzi ze wschodu, bowiem ci ludzie w przeważającej mierze, nawet gdy reprezentowali nieliczną społeczność – potrafili dokonywać wielkich czynów. Mocno podkreślił, że w swoich rodzinnych stronach nie istnieje jako „Stanisław”, lecz jako „Witold” – gdyż Witold to mitologiczny bohater, który miał ogromną siłę wewnętrzną. Pamięta o tym zawsze, bo to, czego doznał na Kresach Wschodnich w młodości – na stare lata darzy ogromnym sentymentem.

Początki dorosłego życia wiązał z Warszawą – tam studiował historię, na Uniwersytecie Warszawskim.

Ważnym momentem dla pana Stanisława okazał się przyjazd do Szczecina – tu założył rodzinę. Właśnie tu, w Szczecinie, pojawiła się jego żona Elżbieta, a później synowie.

Niektórzy nawet mówią, że ma zdolnych synów. Jeden jest prokuratorem prokuratury apelacyjnej w Krakowie i tam też został wybrany na prezesa zrzeszenia prawników. Jest to ważna sprawa, zaszczyt i można być z tego dumnym – a rodzice są.

Córka jest ordynatorem szpitala w Szczecinie, zaś najmłodszy syn jest znanym lekarzem – biznesmenem.

– Czy można powiedzieć, że jestem ojcem zdolnych dzieci? – retorycznie pyta Stanisław Krzywicki.

Po opowieści o rodzinie pan Stanisław skupił się na swoich działaniach zawodowych oraz na pracy społecznej.

– To moje pasje. Poświęcałem i poświęcam im sporo czasu, z tym jednak, że dominantą jest praca zawodowa. Moim powołaniem okazało się szeroko pojęte bibliotekarstwo.

* * *

Wręczenie nagród konkursu Dzieje Szczecińskich Rodzin 2009. Stanisław Krzywicki w środku. /foto. W.Banaszak/

Wręczenie nagród konkursu Dzieje Szczecińskich Rodzin 2009. Stanisław Krzywicki w środku. /foto. W.Banaszak/

Stanisław Krzywicki szefuje Książnicy Pomorskiej (poprzednio zwanej Biblioteką Wojewódzką). Ta szacowna placówka kulturalno – naukowa szczyci się już ponad stuletnią tradycją.

Gmach placówki powstał ponad sto pięćdziesiąt lat temu, z przeznaczeniem na szkołę. Była to szkoła reprezentacyjna i dlatego została usytuowana w odpowiednim, widocznym miejscu. Dopiero w 1905 r. w tym budynku ulokowano bibliotekę.

W historii tej instytucji, jest pewien ewenement – długie lata urzędowania dyrektorów (z reguły dyrektorzy często się zmieniają). Pierwszy dyrektor biblioteki pracował na tym stanowisku czterdzieści lat, a pan Stanisław Krzywicki jest drugim co do długości stażu. Dzisiejsza pozycja i znaczenie kulturalne placówki są dziełem zarówno poprzedników, jak i jego samego.

W czasie działań wojennych zbiory biblioteki zostały w poważnym stopniu rozgrabione. Wiele wywieziono do różnych placówek w kraju, ba, nawet znalazły się w Szwecji.

Sytuacja po roku 1945 była wręcz tragiczna. W pierwszych latach powojennych nie sposób było odzyskać wywiezionych dzieł, choć urzędujący dyrektorzy i pracownicy czynili ogromne starania, by braki jakoś uzupełnić. Dzisiaj (rozmowa odbywała się w 2001 roku – M.Cz.Sobczak) pan Stanisław z ogromną dumą stwierdza, że szczecińska placówka jest jedną z trzech bibliotek narodowych, a to jest wielki zaszczyt dla obecnych pracowników – posiadanie tytułu biblioteki narodowej nobilituje dane środowisko. Jest to bardzo ważna sprawa, że Szczecin ma swoje „Ossolineum Północy”.

* * *

Wnioskując o rozszerzenie funkcji biblioteki pan Stanisław zakładał, że będzie ona obejmowała swoim oddziaływaniem całe Pomorze, od Elbląga, poprzez Gdańsk, aż po Szczecin.

– Skoro istniała Śląska Biblioteka Narodowa, to równie dobrze może być Pomorska, Szczecińska.

W zamiarze Stanisława Krzywickiego jest również to, aby w dużych bibliotekach, na przykład Berlina czy Hamburga, powstały działy języka polskiego. Tam jest najwięcej Polaków. Pracują i płacą podatki. Póki co, największy dział polskiej książki powstał w Hamburgu – i wtedy zainteresowanie tą biblioteką znacznie wzrosło.

Swego czasu pan Johansen (osobisty przyjaciel pana Stanisława) chciał mu pokazać dział polskiej książki – wtedy powstała wielka konsternacja, bowiem okazało się, że w bibliotece znajdowała się tylko jedna półka z polskimi książkami; były to książki przypadkowo zebrane i wyeksponowane. W Hamburgu przebywało ponad trzydzieści pięć tysięcy Polaków, a polskich książek jak na lekarstwo… Pan Stanisław dostrzegł smutek na twarzy przyjaciela.

Po pewnym czasie wspólnie zorganizowano w Hamburgu jedną z najnowocześniejszych bibliotek z polskimi zbiorami. W najbliższym okresie rozbudowę działów polskich książek przewiduje biblioteka w Berlinie.

Stanisław Krzywicki dobrze zna statystyki prowadzone przez niemieckie urzędy. I co z nich wynika? W Berlinie mieszka około sto trzydzieści pięć tysięcy obywateli polskich, a w publicznych bibliotekach jest dla nich około trzystu książek! Niemieccy koledzy Stanisława Krzywickiego byli nieco zaskoczeni tym faktem. Zadał więc pytanie swoim niemieckim kolegom po fachu:

– Dlaczego tak jest? Wszak Polacy pracujący między innymi w Berlinie nie mają najmniejszego wyboru literatury ojczystej!

Konsternacja przerodziła się w zawstydzenie.

Po tych odwiedzinach wstępnie zarysował się plan zmian w berlińskiej bibliotece – jednak niebawem padła dość zaskakująca riposta. Niemieccy urzędnicy stwierdzili, że Polacy przyjeżdżają do Niemiec i często przestają czuć się Polakami. Kurdowie czy na przykład Turcy, mieszkając i pracując w Niemczech, zachowują swoją kulturę narodową, a Polacy tego nie chcą! Nadgorliwość niektórych w „pozbywaniu się” polskości jest nie tylko widoczna – jest także bardzo niepokojąca… Charakterystyczne jest, że gdy Polacy przyjeżdżają z bogatszych części Berlina do innych miejscowości, to usilnie starają się zachować incognito, nie chcą przyznawać się do swoich korzeni.

* * *

Pan Stanisław należał do pokolenia niezwykle żądnego wiedzy. Jacek Kuroń i Karol Modzelewski byli jego kolegami, z jednego rocznika studiów na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów kształtowała się jego świadomość społeczna i ekonomiczna.

Na swojej drodze życiowej spotykał wiele znakomitych osób, w tym osoby represjonowane. Pamięta generała Uziębło, który wyszedł z więzienia z powybijanymi zębami… to było wymowne doświadczenie.

Gdy tuż po ukończeniu studiów przyjechał do Szczecina, Opatrzność go nie opuszczała. W jego grupie studenckiej było 65 osób, a w terminie ukończyło studia tylko pięciu studentów, wśród których był i on. Pracowitość i odpowiedzialność zaowocowały dyplomem.

W tamtych czasach obowiązywał nakaz pracy. Po ukończeniu nauki z takim nakazem zjawił się w Nowej Soli – jako nauczyciel. Był to jednak tylko krótki i mało znaczący epizod w jego życiu. Widział siebie w innej roli zawodowej i wkrótce trafił do Szczecina. Był rok 1958 – zaproponowano mu stanowisko szefa Wydziału Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej.

C.d.n.

Maria Czech – Sobczak

Fragmenty z książki Marii Czech-Sobczak i Władysława Kuruś-Brzezińskiego „Wszystkie drogi wiodły do Szczecina”.

Komentarze (1)

mick:

10 paź 2011 o 14:59.

Taaak, Maria47 dobrze zorientowana w meandrach szczecińskich z racji swojej bujnej wywiadowczej przeszłości…

Zostaw komentarz

Zaloguj się, by móc komentowaą.

ABSOLWENTAR

Polecamy

Kategorie (Działy)

Archiwum

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Administracja