8 Maj 2011

Jerzy Kuczyński /2/

Autor: Maria47. Kategorie: SYLWETKI .

Jerzy Kuczyński opuścił szeregi wojskowe w 1947 roku. Jako odprawę dostał cywilny garnitur, wojskowy płaszcz, wojskową czapkę i… do widzenia, krzyżyk na drogę. U matki w Warszawie nie mógł się zatrzymać, bowiem mieszkała w maleńkim pokoiku, przy rodzinie. Postanowił jechać do ojca, do Szczecina – zjawił się tam w 1947 roku

Pierwsze zadanie: nauka. Nie miał matury, bo edukację w Wilnie zakończył na trzech klasach gimnazjum. Zatem rozpoczął naukę w gimnazjum dla dorosłych. Wcześniej wstąpił do Związku Osadników Wojskowych i od nich dostał referencje ułatwiające znalezienie pracy i przyjęcie do szkoły wieczorowej. Przyjęty został do trzeciej klasy gimnazjum – przerabiano od razu dwie klasy w ciągu jednego roku szkolnego (to było całkiem normalne w tamtych czasach). Potem szkoła średnia. W 1948 roku zdał maturę i złożył dokumenty do Szkoły Inżynierskiej w Szczecinie. Został przyjęty i po trzech latach uzyskał dyplom inżyniera budownictwa morskiego. Pracę zawodową rozpoczął w Zjednoczeniu Budownictwa Morskiego – przedsiębiorstwo zajmowało się odbudową portu szczecińskiego. W tym przedsiębiorstwie przepracował siedemnaście lat, aż do momentu, kiedy firma podjęła się budowy portu morskiego na Cyprze.

Kontrakt cypryjski został źle zawarty, praca szła opornie i w końcowym efekcie dyrekcja wysłała go tam jako szefa budowy, aby ratował sytuację. Udało się – wybudowali ten port ku zadowoleniu Cypryjczyków i Anglików, którzy nadzorowali port. Z Cypru wrócił po trzech latach. W międzyczasie szczeciński oddział jego przedsiębiorstwa podupadł, nie było pracy – placówka szczecińska omal nie została zlikwidowana.

Jerzy został kierownikiem oddziału przedsiębiorstwa w Szczecinie. Niestety, w przedsiębiorstwie zaczęły się psuć stosunki międzyludzkie. Jak zwykle, zadziałała zazdrość i zawiść – z Cypru przywiózł samochód, a każdy pytał, ile jeszcze koszul sobie przywiózł i za co takie auto. Pytali prawie wszyscy, z dyrekcją włącznie – ale nikt go nie za pytał, jak tam szła praca, czy był zadowolony, czy też nie…

* * *

Rozpoczęto budowę zakładów w Policach – budowano na nowatorskich zasadach. Moda przyszła z zachodu: powołano konsorcjum, które podpisywało umowę na całość robót i przyjmowało różne przedsiębiorstwa do wykonawstwa części zadania (jako podwykonawców). Dyrektorem tego zespołu był Ignacy Wolski. Jerzemu Kuczyńskiemu zaproponowano, aby przeszedł do Polic na stanowisko naczelnego inżyniera.

Było to w roku 1967, wybuchła wojna Izraelsko-Egipska (sześciodniowa). W Policach jej konsekwencją było to, że dyrektora Wolskiego zwolniono z pracy… Wyjechał do Warszawy, do małego przedsiębiorstwa. Jerzy Kuczyński objął po nim stanowisko zespołu – w Policach pracował pięć lat. Potem otrzymał propozycję objęcia funkcji pełniącego obowiązki dyrektora Szczecińskiego Zjednoczenia Budownictwa Ogólnego, a w 1969r. został pełnoprawnym dyrektorem. Pracował tam do 1973 r.

* * *

– Pewnego dnia wezwał mnie ówczesny I Sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Partii, Janusz Brych – wspomina pan Jerzy. – Było to w czasie plenum komitetu wojewódzkiego w Szczecinie, na które z Warszawy przyjechał ówczesny sekretarz KC, odpowiedzialny za sprawy kadrowe. Chciał ze mną porozmawiać – zamyśla się na chwilę, patrzy za okno, jakby tam szukał natchnienia do dalszej opowieści, a potem spokojnie kontynuuje:

– Rozmowa odbyła się w gabinecie pierwszego. Początkowo nie wiedziałem, czego ode mnie chcą, ponieważ rozmawiano ze mną bardzo ogólnikowo. Pytano o wykształcenie, o różne nieistotne sprawy. Naszą rozmowę zakończył sekretarz ogólnym stwierdzeniem, coś w stylu no, to się jeszcze spotkamy, wracajcie do pracy i róbcie swoje.

Mniej więcej po około półtora miesiąca znów został wezwany do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ówczesny sekretarz oznajmił mu, że został zaakceptowano na stanowisko wojewody szczecińskiego. Wtedy nazywało się to: Przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Zdziwił się, oj, jak bardzo się zdziwił…

Janusz Brych powiedział wprost, że sprawa już jest zaklepana. A potem dodał:

– Możesz oświadczyć, że nie, ja się na to nie zgadzam, nie czuję się na siłach. Możesz to zrobić – kontynuował – jednak sam wiesz, jakie będą tego konsekwencje.

Myślał dwa dni i doszedł do wniosku, że odmówić nie wypada. Po prostu propozycja ciekawa, nie do odrzucenia. Wprawdzie inna dziedzina – administracja… Całe życie pracował w budownictwie, a tu nagle administracja państwowa. Ale może trzeba spróbować innego chleba? Zresztą, dyrektor to także administrator, nie tylko fachowiec, inżynier…

W marcu 1973 roku został Przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie. Było to wówczas stanowisko wybieralne, to znaczy Wojewódzka Rada Narodowa musiała się zebrać i wybrać kogoś na to stanowisko. Na taką sesję WRN przyjeżdżał ktoś z rządu, rekomendował kandydata, a cała Rada miała się wypowiedzieć przez głosowanie. I to konczyło całą procedurę.

Pan Jerzy pamięta, że przyjechał wtedy minister Kaczmarek, Przewodniczący Komitetu Nauki. Jako rekomendujący.

– Spytałem: a jeśli mnie nie wybiorą? Myślałem, że będzie zakłopotany, lecz on ze stoickim spokojem odparł:

– Nic się nie stanie, będą drugi raz głosowali? Będą tak długo głosować, aż wybiorą.

– Wówczas, pomimo wszystko, zbaraniałem… Oczywiście orientowałem się, że głosowanie jest tylko formalnością. Ale kiedy stanąłem wobec tego faktu osobiście, to jednak odebrałem to jakoś inaczej, niezbyt komfortowo – rozkłada ręce i lekko się uśmiecha. – Cóż, potwierdziło się, że co zadecydowała góra, to jest święte. No, i tak właśnie zostałem wojewodą szczecińskim.

Stanowisko wojewody piastował przez siedem lat i jeden miesiąc, do roku 1980. Ten okres wspomina bardzo dobrze.

Od ponad dwudziestu lat nie jest już wojewodą, ale nadal mieszka w Szczecinie. Wiele osób go tutaj zna i kiedy chodzi ulicami Szczecina, ludzie często podchodzą do niego, witają się, rozmawiają. Nigdy nie spotkał się z nieżyczliwym zachowaniem. Z ludźmi, z którymi łączyły go kontakty służbowe, spotkania są szczególnie serdeczne.

* * *

W tamtych czasach panowały zwyczaje przyniesione za Związku Radzieckiego – jeśli ktoś awansował wysoko w górę, a potem z tych czy innych względów był odwoływany, to w praktyce miał trzy drogi:

  • albo człowiek spadał na sam dół,

  • albo był przesuwany do dyplomacji, co było kopniakiem w bok,

  • albo awansował.

Jerzy został wpisany w tę środkową szufladkę. Zaproponowano mu stanowisko konsula generalnego w Bratysławie. Był rok 1980, bardzo trudny i nieprzyjemny okres, zwłaszcza w Czechosłowacji. Oni doskonale pamiętali polską interwencję w 1968 roku. Ponieważ w Polsce rok 1980 był bardzo niespokojny, zatem Czesi wyrażali zainteresowanie tym, ażeby Polaków uspokoić, najlepiej metodami z 1968 roku. Tym samym pobyt w Czechosłowacji okazał się mało sympatyczny – był tam tylko dwa lata, choć kadencja powinna trwać cztery.

W międzyczasie starszy syn pana Jerzego, w 1981 roku, wyjechał z żoną do Austrii i w Wiedniu uzyskał wizę do Kanady. Było to wówczas uznawane za wykroczenie polityczne – syn do Kanady, a tata konsulem?! Niemożliwe! Krótko mówiąc zwolnili go z pełnionej funkcji i po dwóch latach powrócił do Szczecina. Był już rok 1982.

* * *

Chętnie wraca do okresu, gdy był wojewodą szczecińskim. Ten okres wspomina dobrze, aczkolwiek podstawowy problem, który wtedy istniał, nie był do końca rozwiązany, choć trzeba przyznać, że Edward Gierek próbował go rozwiązać, ale nie wszystko od niego zależało…

Chodziło o to, kto rządzi w Polsce.

– Kto rządzi w tym kraju – rząd czy partia?

Gierek wymyślił slogan: Rząd rządzi, a partia kieruje. I tak było.

Wojewoda był w trudnej sytuacji, bo niby rządził, ale wszystkim kierował Komitet Wojewódzki Partii (PZPR). Komitety wojewódzkie PZPR były bardzo mocno rozbudowane. Wydziały różnego rodzaju – w każdej sprawie miały swoje zdanie, nie tylko w sprawach partyjnych, ale także administracyjnych i gospodarczych. Interesowali się wszystkimi dziedzinami życia gospodarczego, wobec czego konflikty na temat kto rządzi, a kto kieruje, i jak to ma wyglądać w praktyce (i kto za co odpowiada – z reguły nie ci z komitetów), były po prostu nieuniknione. Ważne było, aby stosunki między wojewodą a pierwszym sekretarzem KW PZPR były na tyle przyjazne, żeby obaj chcieli wygaszać nieuniknione konflikty. Nie ulega wątpliwości, że przy jakimkolwiek konflikcie stroną przegrywającą był wojewoda.

Zaistniał pewien bardzo nieprzyjemny zgrzyt, nawet nie na szczeblu wojewódzkim, ale rządowym. Sprawa dotyczyła wynagrodzeń – wszyscy naczelnicy większych miast, jak na przykład Stargard, awansowali finansowo. W pewnym momencie okazało się, że w dwóch czy trzech przypadkach wynagrodzenie naczelnika (podlegał rządowi) okazało się wyższe niż wynagrodzenie I Sekretarza Komitetu Miejskiego. Partyjni (ci z komitetu) zaprotestowali i premier Jaroszewicz po prostu przysłał wytyczne, że trzeba te anomalia wyrównać. Oczywiście należało zmniejszyć wynagrodzenie naczelnikom. Była to sprawa dla wojewody bardzo nieprzyjemna, bowiem osobiście awansował te osoby, a teraz musiał obniżyć im gaże!

Zawołał naczelnika ze Stargardu i powiedział:

– Bardzo mi przykro, ale muszę obniżyć ci pensję, zabrać parę złotych.

Nieprzyjemna sprawa – w tej sprawie dotarł do samego premiera (Jaroszewicza):

– Panie premierze, jak ja mogę takie rzeczy robić? Jak można ludziom zabierać? Przecież sami dawaliśmy te awanse, dawaliśmy im wyższe wynagrodzenie, a teraz mam mówić żeby oddawali forsę, którą im daliśmy?

Niestety, już po minie Jaroszewicza widział, że w tej sprawie jest bezradny.

Na szczęście zainteresowani rozumieli sytuację i nie robili z tego tragedii. Nie były to duże pieniądze, ale jednak było to bardzo nieprzyjemne, że człowiek musiał się godzić na obniżenie wynagrodzenia bez żadnej normalnej przyczyny, że nie wynikało to ze złego wykonywania obowiązków… Zmniejszono im pensję, ponieważ pierwszy sekretarz miał mniej! Jednak nic nie można było zrobić. Tylko zwyczajnie – było wstyd.

Współpraca z Januszem Brychem, ówczesnym pierwszym sekretarzem KW PZPR w Szczecinie, układała się dobrze. Nie było żadnych konfliktów. Były tylko nieporozumienia personalne, między innymi na tle mianowania pracowników w urzędzie wojewódzkim. W tej sprawie bardzo angażowali się sekretarze odpowiedzialni za równoległe działy w komitecie. I na tym tle dochodziło do spięć – na szczeblu dotyczącym zastępców w Urzędzie Wojewódzkim. Raz tylko Jerzy Kuczyński miał bardzo nieprzyjemny zatarg, związany ze swoim zastępcą, wicewojewodą Zbigniewem Kilińskim.

W rzeczywistości Zbigniew Kiliński nie był lubiany w Komitecie Wojewódzkim, chociaż był bardzo dobrym wicewojewodą. Jerzy próbował kilkakrotnie łagodzić nieprzyjemnie sytuacje, aż doszło do otwartego konfliktu. Wiedział, że nie może tego człowieka obronić. Zawołał go i powiedział smętnie:

– Słuchaj Zbyszek, sorry, ale jest taka sytuacja, że ja nie mogę zagwarantować ci bezpieczeństwa.

I rzeczywiście jakby wykrakał nieszczęście.

Któregoś pięknego dnia – pan Jerzy trochę się denerwuje, snując takie wspomnienia – zawołałem Zbyszka Kilińskiego, aby omówić z nim jakieś bieżące sprawy, ale coś nie grało. Zbyszek dziwnie na mnie patrzył, jednym uchem słuchał, a drugim wypuszczał. Zachowywał się tak, jakby to, co do niego mówiłem, wcale go nie interesowało. W końcu pytam:

– Zbyszek, o co chodzi?

A on na to:

– Przecież ja już nie jestem wicewojewodą.

Jakby ktoś dał w mi twarz. Nic o tym nie wiedziałem i dopiero od niego dowiaduję się prawdy! Bardzo zdenerwowany, natychmiast zadzwoniłem do I sekretarza KW, Janusza Brycha i stwierdziłem:

– To jest niedopuszczalne, tak nie można pracować. W jakiej to stawia mnie sytuacji i jak to w ogóle wygląda, kiedy mój własny pracownik mnie informuje i oświadcza, że już nie jest moim zastępcą!?

Odpowiedź była krótka:

– Co ty będziesz się w takie sprawy wtrącał? Nie przejmuj się tym, ja to sam załatwiłem.

To właśnie był przykład zgrzytów na linii administracja – partia.

* * *

Pod koniec urzędowania pana Jerzego pojawiły się kolejne konflikty z komitetem (red.: wojewódzkim PZPR). Chodziło o mieszkania, które Gierek obiecał ludziom, że któregoś roku wszyscy Polacy będą mieli mieszkania. Logika podpowiadała, że aby wszystkim dać te obiecane mieszkania, to trzeba odpowiednią ilość tych mieszkań zbudować. Przedtem zaś trzeba zaprojektować wszystko urbanistycznie i architektonicznie, trzeba znaleźć odpowiednie tereny i je uzbroić. Jest to program na wiele lat. Na tym tle dochodziło do dość ostrych konfliktów, bo po linii partyjnej wyglądało to tak:

– Skoro towarzysz Gierek powiedział, że ma być, to tyle w planie musi być.

To ja im tłumaczę (w tym miejscu pan Jerzy zdenerwował się, niemal jak przed laty):

– Ludzie, przecież ja nie mogę planować fikcyjnych mieszkań, bo za tym ciągnie się tysiące spraw. Jeżeli zaplanujemy tysiące mieszkań, to dla tysiąca musi być miejsce, lokalizacja, kanalizacja i wszystko inne.

Całe nieszczęście w tym, że wszystkie dyrektywy i rozmowy były przeprowadzane telefonicznie, a potem nie było żadnych śladów – a polecenia i odpowiedzialność pozostawały faktami kierowniczymi (zgodnie z hasłem: partia kieruje, rząd rządzi). Niestety, na to nie było rady. Krótko mówiąc, kto potrafił sobie ułożyć stosunki ze swoim komitetem, ten jakoś żył, a jeśli nie potrafił – to odchodził… Po siedmiu latach zarządzania administracją województwa musiałem odejść.

Tymczasem pod koniec lat siedemdziesiątych sprawy w kraju wyglądały źle, natomiast w 1980 roku w Komitecie Wojewódzkim PZPR została zainicjowana akcja: Partia w działaniu. To niczego nie zmieniało, ale ponieważ sytuacja była zła i coraz gorsza – to kto był odpowiedzialny?

– To chyba oczywiste – wspomina pan Jerzy z przekąsem – że odpowiedzialny był rząd i jego pracownicy. Cała administracja rządowa i terenowa! Bo przecież nie kierownicza siła narodu!

Na tej fali, po siedmiu latach pracy, w dniu imienin został odwołany ze stanowiska wojewody. Mimo wszystko tamte czasy wspomina z pewną nostalgią oraz dużą sympatią. Szczególnie mile wspomina współpracowników. Była to wyśmienita kadra fachowców. Pracowało się z nimi wspaniale.

Udało mu się dostać pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Wielu byłych ważniejszych urzędników państwowych i partyjnych dostawało posady w ambasadach.

* * *

Po roku musiał wrócić, bo syn wyjechał do Kanady i tam został. Tzw. czynniki określiły to jako dezercję. Gdy wrócił z Bratysławy, żadnej ciekawej pracy nie było. W MSZ-cie, z przyczyn oczywistych, nic dla niego nie mieli. Takiego człowieka jak pan Jerzy, w tym czasie nazywano stłuczką. Ówczesny wojewoda (red.: Stanisław Malec) poradził, aby poszedł na wcześniejszą emeryturę. Akurat powstała taka możliwość. Poszedł więc na emeryturę.

Przez pierwszy rok nie bardzo miał co robić.

W tym okresie wyraźnie rosła samodzielność poszczególnych przedsiębiorstw, a zależność od ministerstwa z dnia na dzień malała. Należało inaczej myśleć i samodzielnie koncypować, mocno zastanowić nad wyborem właściwej decyzji. Była to całkowita nowość, bowiem przedtem wszyscy byli przyzwyczajeni do odgórnych decyzji. Tak więc po likwidacji obowiązkowych zjednoczeń zaczęły powstawać dobrowolne zrzeszenia przedsiębiorstw. Tak też powstało zrzeszenie przedsiębiorstw budowlanych Szczecina. Pan Jerzy został dyrektorem tego zrzeszenia. Niewiele później zgłosili się do niego panowie z Ministerstwa Budownictwa: sytuacja w Policach jest bardzo niejasnanie wiadomo, jak ustalić nową organizację przedsiębiorstwa budującego w Policach, brak dyrektyw... Minister doszedł do wniosku, że potrzebuje kogoś, kto z jego ramienia całą tę machinę opanuje. Zaproponowano, aby to on objął funkcję pełnomocnika ministerstwa do spraw budowy Zakładów Chemicznych Police. Zgodził się i przez pięć lat budował Police. Zrezygnował z emerytury i znów pracował na pełnym etacie.

* * *

Na pełnej emeryturze pan Jerzy Kuczyński jest dopiero (a może aż?) od 1990 roku. Jednak, jako osoba czynna i pełna inwencji, nie potrafił usiedzieć w domu, gdzie nie ma niczego do ulepszania ani do modernizowania. Skorzystał więc z propozycji dyrektora Książnicy Pomorskiej, pana Stanisława Krzywickiego i został jego pełnomocnikiem do spraw rozbudowy kompleksu biblioteki. Dzisiaj Książnica Pomorska jest pięknie rozbudowana, co widać gołym okiem. Kulminacją tej pracy była wizyta najwyższych prominentów krajowych i wtedy się okazało, nie jest to finał sprawy – pozostał remont generalny starej, mocno już zużytej części kompleksu bibliotecznego.

W tej części rozmowy, pan Jerzy mocno się zastanowił, po czym głosem przyciszonym rzekł:

– Chyba nie będzie mi dane święcić kolejnego tryumfu. Lata już dają znać o sobie i mogę nie zdążyć na kolejne świętowanie zakończenia rozbudowy Książnicy Szczecińskiej. To niełatwe zadanie, tym bardziej, że o środki finansowe na roboty coraz trudniej.

A potem dodał:

– Pomimo tych obiektywnych utrudnień, moja współpraca z dyrektorem Książnicy układa się wspaniale i konstruktywnie. Ten inwestycyjny wózek wspólnie toczymy naprzód. Obaj przyjęliśmy dewizę maksymalistyczną: byle więcej i jak najwięcej dokonać na froncie prac budowalno-remontowych.

* * *

Jeżeli chodzi o współpracę ze Szczecińskim Towarzystwem Kulturalnym, to pan Jerzy zaakcentował, iż praca tego towarzystwa jest ważna i ma bardzo głębokie korzenie. Przypomniał też, że gdy był wojewodą szczecińskim, obowiązywał zwyczaj, iż dyrektorem Szczecińskiego Towarzystwa Kultury był zawsze wojewoda. Oczywiście była to funkcja honorowa, a wojewoda nie kierował osobiście pracą Towarzystwa, lecz do tych czynności zobligowani byli inni pracownicy.

– Nie ma powodów do ukrywania rzeczywistości – wyjaśnił. – Tym niemniej starałem się zwracać uwagę na to, co w STK się dzieje. I zawsze cieszyły mnie jego dokonania.

Towarzystwo miało ogromne oparcie w wojewodzie i nie tylko pod względem czysto prestiżowym – wojewoda miał możliwości finansowe, i ta pomoc, jak na skromne potrzeby STK, była wystarczająca. Przez cały okres swojego urzędowania na stanowisku wojewody, przez siedem lat, pan Jerzy Kuczyński był także Przewodniczącym Szczecińskiego Towarzystwa Kultury. Po ustąpieniu ze stanowiska kontakty pana Jerzego Kuczyńskiego z STK urwały się definitywnie, z bardzo prozaicznego powodu – wyjazd za granicę i pobyt tam oderwały go od wszelkich spraw szczecińskich. Jednak po powrocie do domu spotkał ówczesnego prezesa STK, pana Władysława Daniszewskiego, który bez zbędnych wstępów zapytał, czy nie chciałby wejść w skład zarządu i nieco popracować w tym środowisku, które swego czasu traktował poważnie i były tego widoczne efekty. Wtedy odżyły dobre wspomnienia, a ponadto spotykał się z przyjaznymi dla siebie ludźmi, którzy doskonale pamiętali czasy, kiedy jako wojewoda wspierał finansowo bliskie sercu Towarzystwo.

Miło było wysłuchać propozycji dalszej współpracy z STK, jednak realia skłaniały do odmowy przyjęcia przewodnictwa po Władysławie Daniszewskim – pan Jerzy realnie oceniał swoje możliwości. Zaczął więc tłumaczyć, że urzędującym prezesem STK musi być człowiek aktywny zawodowo, mający szerokie kontakty i dojścia do różnych urzędów… Dawniejsi notable, szczególnie emerytowani, już się nie liczą, a tym samym nie mogą nic konkretnego zdziałać, a szczególnie pozyskać pieniędzy dla środowisk twórczych. Dlatego właśnie nie podjął się objęcia tej zaszczytnej funkcji społecznej, po prostu nie widział szans sprostania oczekiwaniom. Uważał, że najlepszym kandydatem będzie człowiek czynny zawodowo, z odpowiednimi kontaktami i kompetentny w działaniu. Takim człowiekiem mógł być Stanisław Krzywicki, ówczesny dyrektor Książnicy Pomorskiej.

– Jednocześnie zadeklarowałem, że w przypadku uzasadnionej nieobecności pana Stanisława Krzywickiego, każdorazowo chętnie go zastąpię. I tak owocnie pracujemy do chwili obecnej.

  • Szczecińskie Towarzystwo Kulturalne mieści się w Zamku Książąt Pomorskich, w eksponowanym i historycznym obiekcie. Kierownictwo Zamku nie może być filantropem, ponieważ samo boryka się z poważnymi trudnościami finansowymi. Nic dziwnego, że dyrektor Zamku upomina się o czynsz, światło, ogrzewanie i koszty rozmów telefonicznych. Wszystko w obecnych czasach kosztuje, nawet dzieła kultury stają się towarem, za który trzeba płacić, więc sam nie wiem, na jakiej zasadzie Towarzystwo nadal prosperuje – przyznał szczerze pan Jerzy Kuczyński.

    * * *

Wyjaśniamy: Szczecińskie Towarzystwo Kulturalne działa obecnie wyłącznie dzięki dobrej woli pani Urszuli Rosłaniec. Jest ona jego podporą i fundamentem. Pani Urszula pracuje w biurze towarzystwa, maluje obrazy, które często sprzedaje, by zdobyć środki dla Towarzystwa. I tak od lat własną pracę i pieniądze przeznacza na szlachetny cel. Czasem udaje jej się pozyskać nieco gotówki, jednak konto jest zazwyczaj czyste. Najgorsze, że nic nie wskazuje na poprawę sytuacji. Rzeczywistość jest ponura i beznadziejna. Jak długo ten stan rzeczy pani Urszula będzie w stanie wytrzymać?!

Opracowując sylwetkę pana Jerzego Kuczyńskiego równocześnie wspominałam i rozmyślałam nad dniem dzisiejszym. Trochę mnie szokują pewne sprawy – w naszym kraju dzieje się nieciekawie. Niektórzy biorą nienależne im dobra garściami, gdyż usadowili się na intratnych stołkach, nie bacząc ani na jutro, ani na innych, szczególnie żyjących w niedostatku. Co będzie jutro? Nieważne!!! I tak nikt ich nie rozliczy. Najczęściej, gdy tacy się nachapią idą spokojnie na odpoczynek, biorąc krociowe odprawy. Ba, jeszcze władze im dziękują i o order występują! Jakoś trudno takie rzeczy tolerować pokoleniu Kolumbów.

To moje odczucia, wyrażam osobiste zdanie. Ale chyba nikogo nie będzie interesować, że jestem zbulwersowana postępowaniem rządzących.

Z szacunkiem umieszczamy biogram pana Jerzego Kuczyńskiego obok biogramów innych kombatantów zrzeszonych w Związku Inwalidów Wojennych. On także jest kombatantem, bowiem odbywał służbę wojskową w czasie II wojny światowej, pod dowództwem generała Berlinga. Niewątpliwie nie tylko my, autorzy kilku monografii, doceniamy jego wszechstronną działalność organizatorską (budowlaną, administracyjną i społeczną). Jest to znacząca osobowość, nietuzinkowy człowiek, a zarazem budowniczy wielu obiektów województwa Zachodniopomorskiego.

Maria Czech – Sobczak

Fragmenty z książki Marii Czech Sobczak i Władysława Kuruś Brzezińskiego „Wszystkie Drogi Wiodły do Szczecina” – „Jerzy Kuczyński – Haubicznik, później Wojewoda Szczeciński”.

Uwaga: Rozmowa z Jerzym Kuczyńskim została przeprowadzona w 2000 roku.

Zostaw komentarz

Zaloguj się, by móc komentowaą.

ABSOLWENTAR

Polecamy

Kategorie (Działy)

Archiwum

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Administracja