15 Czerwiec 2010

Kołbackie ZOO /1/

Autor: admin. Kategorie: Kołbackie ZOO .

Kolbackie_ZOO

Strona tytułowa zbioru wspomnień.

SZKIC DO AUTOPORTRETU


Pochodzę z Wielkopolski, której mieszkańcy słyną z solidności i gospodarności. Ufam, że i ja posiadłem te cechy, gdyż dzięki szczęściu i pilności osiągnąłem pewne życiowe sukcesy. Pominę opowieść o szkołach, które ukończyłem maturą, natomiast koniecznie wspomnę o mojej Alma Mater – otóż studia zaczynałem na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, ale wskutek niezawinionej przez siebie przerwy w pobieraniu nauk (zostałem aresztowany za rzekomą przynależność do nielegalnej harcerskiej organizacji JUTRZENKA i musiałem powtarzać drugi rok) oraz reorganizacji Uczelni – zostałem absolwentem Wyższej Szkoły Rolniczej (dziś Uniwersytet Przyrodniczy), ale z dyplomem UAM.

Fotokopia karty przyjęcia na studia (1947r.).

Fotokopia karty przyjęcia na studia (1947r.).

Praktykę studencką odbyłem (w 1951 roku) w Zespole PGR POLEDNO, w gospodarstwie POLSKI KONOPAT, wspólnie z kolegami – Stanisławem ROLSKIM i Alojzym NAWROCKIM.

Kierownikiem gospodarstwa był tam przedwojenny praktyk, Wojciech SKOTARCZYK.

Oprócz nas, w odległym o ok. 0,5 km od naszej siedziby – w gospodarstwie POLEDNO, praktykę odbywały koleżanki z roku: Iza RYBICKA i Kasia JURKIEWICZ /narzeczona i późniejsza małżonka Stasia R./.

Jako jedyny z całej piątki do osobistej wiadomości otrzymałem „Zaświadczenie” wraz z opinią o odbytym stażu, z podpisem dyrektora Zespołu, ZIELIŃSKIEGO /imienia nie pamiętam/. Był to administrator dawnych (przedwojennych) majątków ziemskich. Dyr. ZIELIŃSKI był niedużego wzrostu, bardzo energiczny, schludnie ubrany, stale noszący buty z cholewami – jednym słowem unikat w tamtych czasach.

Przed wręczeniem opinii, ku mojemu zdziwieniu, dyr. ZIELIŃSKI zaproponował, że po ukończeniu Uczelni gwarantuje mi stanowisko zootechnika w Zespole POLEDNO. Wówczas jednak marzyłem o przyszłej pracy w woj. poznańskiem, choć Zespół POLEDNO już wówczas był sławnym z zarodowej hodowli owiec karakułowych i trzody chlewnej (świnie rasy wielka biała angielska, opartej na imporcie). Wyjaśniał, że czyni wyjątek, iż osobiście otrzymuję opinię opatrzoną klauzulą „TAJNE” (korespondencja dotycząca spraw kadrowych nie powinna była bezpośrednio trafiać do osób zainteresowanych; powszechnie wiadomym też było, że taka forma tajności obowiązywała do końca lat siedemdziesiątych). W moim przypadku dyr. ZIELIŃSKI zrobił „wyłom”. Poczułem się wyróżniony!


1-zaswiadczenie_Poledno_1

1-zaswiadczenie_Poledno_2

Fotokopie zaświadczeń o odbyciu praktyki – jawne i TAJNE (1951r.).

W tajnej, oprócz podania czasu, miejsca i zakresu praktyki, znalazła się pierwsza opinia o „zielonym” jeszcze, ale rokującym dobrze zootechniku:

W czasie praktyki wyżej wymieniony zapoznał się wszechstronnie z zagadnieniami agro- i zootechnicznymi. Z powierzonych obowiązków wywiązywał się sumiennie, był punktualny i dokładny, oraz wykazał dużo zainteresowania i własnej inicjatywy.

Biorąc pod uwagę całokształt praktyki Dyrekcja Zespołu wyróżnia Obywatela Mazurkiewicza wyrażając pełne uznanie dla jego pracy.


Po otrzymaniu dyplomu otrzymałem NAKAZ PRACY:


Fotokopia nakazu pracy (1963r.).

Fotokopia nakazu pracy (1963r.).

Z pełną premedytacją, jako dokument minionych lat, załączam fotokopię NAKAZU PRACY. Proszę zauważyć, że cały proces otrzymania i zapewnienia pracy, w porównaniu do obecnej rzeczywistości (lat dziewięćdziesiątych XXw.), odbywał się na przestrzeni kilku dni pierwszego kwartału każdego roku (wtedy akurat roku pańskiego 1952). Otóż ostatni egzamin dyplomowy, wg wpisu do indeksu (a było ich aż 37, w tym 3 kolokwia), odbył się 29 lutego. Dyplom inżyniera rolnictwa otrzymałem 7 marca, następnie (18 marca) dostałem skierowanie do województwa szczecińskiego i angaż do PGR BATOWO już 20 marca, a pracę rozpocząłem z dniem 1 kwietnia 1952r. Zaręczam, iż nie był to prima aprilisowy żart!

Wówczas miałem do wyboru pegeery województwa olsztyńskiego względnie szczecińskiego. Bez namysłu i, jak się okazało, z wyczuciem – wybrałem zachodnie ZIEMIE ODZYSKANE. Przybyło nas tutaj bodajże 17-tu absolwentów poznańskiej Uczelni. Wszyscy, poza Irkiem CIESZYŃSKIM, który po czterech, względnie po pięciu latach otrzymał rentę chorobową, wrócili do swoich rodzimych pieleszy. Osobiście z dokonanego wyboru pracy na DZIKIM ZACHODZIE (w poznańskim tak nazywano Rejon Pomorza Zachodniego) jestem usatysfakcjonowany i absolutnie tego wyboru nie żałuję. Dopracowałem tu do emerytury i zachowałem liczne pamiątki, spośród których ośmielam się przedstawić swoją podobiznę.


„Szkic do portretu”,  czyli podobizna Władysława Mazurkiewicza (rys. R. Semko, 1979r.).

„Szkic do portretu”, czyli podobizna Władysława Mazurkiewicza (rys. R. Semko, 1979r.).

W 1979r. mój portret wykonał Ryszard SEMKO, wówczas jeszcze początkujący artysta malarz. Dla mnie ważne jest to, że wykonał go „człowiek z Kołbacza” – Ryszard urodził się w gospodarstwie Dębina, które najpierw wchodziło w skład dawnego Zespołu PGR Kołbacz (później Zootechnicznego Zakładu Doświadczalnego). Jego ojciec, Wiktor, był traktorzystą. Ryszard ukończył Szkołę Podstawową w Kołbaczu. W 1973 roku został wyróżniony w konkursie plastycznym, z okazji Obchodów 800-lecia Kołbacza. Byłem bardzo rad, gdy rozpoczął naukę w Liceum Plastycznym w Szczecinie, któremu owym czasie dyrektorował szczeciński artysta malarz, Guido RECK (m.in. twórca galerii portretów Książąt Pomorskich, malowanych specjalnie dla „Domu Konwersów” w Kołbaczu). Później Ryszard Semko studiował w Akademii Sztuk Plastycznych w Katowicach, a w trakcie ferii semestralnych wykonał kilka drobnych zleceń dotyczących wystroju kołbackiego zakładu, m.in. gipsowy plafon umieszczony na czołowej ścianie ówczesnego „małego budynku administracyjnego” (z okazji Wojewódzkich Dożynek KOŁBACZ ”76).

***

W pracy szybko przekonałem się, że będę miał do czynienia z bardzo różnymi osobami. Wraz ze społecznym pochodzeniem występowało ogromne zróżnicowanie świadomości społeczno-politycznej. Każdy posiadał swojego „idola” wywiezionego z rodzinnego domu oraz sympatie do organizacji okupacyjnego podziemia (AK, BCh itp.). Niektórzy, również w zależności od miejsca urodzenia, okazywali większą czy mniejszą sympatię do krajów położonych w zachodniej lub wschodniej części Europy. Spotykałem także radykalnych zwolenników, jak i przeciwników Układu Jałtańskiego oraz słuchających namiętnie audycji radia „Wolna Europa”, „Tu mówi Londyn” i tym podobnych stacji, co prawda zagranicznych, ale w polskiej wersji językowej. Ale mimo tak różnorodnych poglądów pod jednym względem panowała między nami zgodność – mieliśmy wprost przeogromną awersję do „zapożyczonego” systemu stalinowskiej władzy. Tak więc wymieniony zestaw postaci, z którymi przyszło mi w owych czasach pracować, to reprezentanci wszelkich poglądów społecznych, gospodarczych, ba! – nawet i politycznych – ze wspólną niechęcią do stalinizmu.

***

Jako zootechnik przepracowałem wiele lat i chyba nigdy nie żałowałem, że wykonywanie tego zawodu przypadło mi w życiowym udziale. Dzięki temu mogłem zapisać się jako współtwórca ważnego dla Regionu i Kraju gospodarstwa rolno-hodowlano-naukowego w Kołbaczu i, co może nawet ciekawsze, poznałem wielu wartościowych ludzi, a co ważniejsze, zawarłem bliską znajomość lub przyjaźń z niektórymi z nich.

Kiedy byłem już czwarty rok na emeryturze, podczas bezsennej nocy z 10 na 11 listopada 1994r., zamiast liczyć barany – rozpocząłem ćwiczenia pamięciowe i postanowiłem ułożyć listę osób, z którymi na przestrzeni mojej pracy zawodowej w jakikolwiek sposób współpracowałem. Okazało się, że potrafiłem spisać ok. 250 imion i nazwisk, by potem, po głębokim śnie, ułożyć je alfabetycznie. Upojony sukcesem, że jeszcze z moją pamięcią nie jest tak źle, zadowolony z błyskawicznie wykonanej pracy – listę odłożyłem „na potem”, do mojego podręcznego archiwum.

Muszę szczerze wyznać, że w tym przypadku miałem dość długi „przewód myślowy”. Zastanawiałem się również nad tytułem przyszłego opracowania. Przede wszystkim nie chciałem, aby był to „zwykły” indeks nazwisk. Ciągle nurtowała mnie myśl, by każda „persona”, podczas jej opracowania, poza najbardziej ogólnymi danymi – aby w miarę możliwości związana została z jakąkolwiek zabawną historyjką. Wiadomości w tym przedmiocie posiadam niezliczoną ilość, wprost nie dają mi one spokoju. Planowałem uatrakcyjnić opis od tzw. kuchni.

Wówczas zacząłem się zastanawiać, czy anegdot związanych z codziennym życiem moich „wybrańców” nie można by ująć w jeden wspólny, krótki tytuł? Okazało się, że można, bo całe moje życie zawodowe, od BATOWA do KOŁBACZA, związane było z działalnością zootechniczną. Dlatego, jakby z perspektywy minionego czasu, zobligowany zostałem do podkreślenia mojej profesji – i stąd wziął się tytuł:

MOJE, NIE TYLKO KOŁBACKIE, ZOO

Zgodnie z tym, co już Arystoteles /384-322 p.n.e./ w swoim dziele „Polityka” powiedział o ludziach („człowiek jest to zwierzę społeczne”), a kilka wieków później „poparł” go Seneka Młodszy /3-65r. n.e./ („człowiek jest to zwierzę towarzyskie”) – i ja uważam, że człowiek jest ISTOTĄ z natury przysposobioną do życia społecznego. Starałem się być „zwierzęciem społecznym”, przy czym chętnie obserwowałem i nawet notowałem różne o ludziach ciekawostki. W tej sprawie starałem się cokolwiek naśladować naszego słynnego przodka, Mikołaja Reja.

Miał rację nasz poczciwy Mikołaj REJ, gdy już w XVI wieku, w czteroczęściowym epigramie

Źwirzyniec, w którym rozmaitych stanów ludzie,

źwirząt i ptaków kształty,

przypadki i obyczaje są właśnie wypisane”

przedstawił krótkie charakterystyki postaci historycznych, urzędów, instytucji, tak świeckich, jak i „duchowych”. W ten to sposób nawiązał do starogreckich bajek EZOPA (VIw. p.n.e.) o zwierzętach, które w sposób alegoryczny miały moralizować ówczesne społeczeństwo. W tym aspekcie również ugruntował mnie W. Kopaliński, który w „Słowniku mitów i tradycji kulturowych” między innymi podał, że bajka alegoryczno-moralizująca o zwierzętach symbolizuje typowe cechy charakterów i postaw ludzkich. Owe alegorie znajdujemy w papirusach egipskich, później w Biblii, potem u Greków, Rzymian, w literaturze francuskiej (u La Fontaine’a), rosyjskiej (u Kryłowa), wreszcie i polskiej – u wspomnianego Reja, a dalej Krasickiego, Trembeckiego i wielu innych.

Kierowany tak światłymi przykładami zawsze chciałem zostawić potomnym wspomnienia o ludziach, których ceniłem sobie najbardziej, a gdy zauważyłem, że wielkimi krokami zbliżam się do „brylantowego” wieku 75 lat życia – jako dojrzały emeryt powróciłem do wstępnie opracowanej listy i nasiliłem pracę nad koncepcją. Przede wszystkim podjąłem męską decyzję: spośród plejady nazwisk zakwalifikowanych do biogramów najpierw wydzieliłem PIĄTKĘ, która w całej pełni zasługuje na wyróżnienie. Nie ukrywam, że właśnie PREZENTOWANA PIĄTKA miała niemały wpływ na moje zawodowe poczynania i rozwój kwalifikacji zawodowych, tak pod względem praktycznym, jak i naukowym. Ich uszeregowanie w żadnym przypadku nie posiada formy rankingowej, a związane jest ściśle z naturalnym przebiegiem mojej pracy. Kończąc dywagacje DLACZEGO ZOO…? – pozostaje mi tylko skorzystać z puenty zapożyczonej od, zwanego profesorem, znanego satyryka – STANISŁAWSKIEGO (tego od mniemanologii stosowanej) – i napisać:

I TO BYŁO BY NA TYLE.

Cóż więc mi pozostało? Wziąć się tylko do roboty i pisać, pisać – pisać szybko, rzetelnie i obiektywnie!

Władysław Mazurkiewicz

Szczecin, luty 2000

/cdn/

Całość „Kołbackiego ZOO” – TUTAJ.

Komentarze (2)

Ryszard Semko:

2 lut 2012 o 7:17.

Czy jest mozliwe skorygowanie informacje o mnie. Ja b. sobie cenie Pana Mazukiewicza i historie naszej znajomosci. to jest dziwna Kolbacka historia. I warta skorygowania. Ptosze o kontak i byloby to pozytywnym aktem. To jest naprawde dobry portret. Mieszkam w New York-u. Ryszrd

admin:

15 lut 2013 o 14:52.

Przepraszam, że dopiero teraz – ale zapraszam do kontaktu. Wysłałem też e-mail do Pana.

Zostaw komentarz

Zaloguj się, by móc komentowaą.

ABSOLWENTAR

Polecamy

Kategorie (Działy)

Archiwum

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Administracja