21 Kwiecień 2010

Bogdan Matławski /1/

Autor: Maria47. Kategorie: SYLWETKI .

W książce pt. „Tradycje polskiej muzyki ludowej w kulturze Pomorza Zachodniego, w latach 1945-1970”, Bogdan Matławski stwierdza:

… Kultura ludowa jest nieodłączną częścią rozwoju cywilizacyjnego narodów, społeczeństw grup etnicznych. Wśród różnych elementów istotnym wyznacznikiem jej charakteru jest muzyka, sposób tworzenia, wykonywania, podtrzymywania i kontynuowania tradycji…

… Ze względu na złożone, powikłane dzieje Pomorza Zachodniego trudno współcześnie mówić o wytworzonej tu wiekowej tradycji, a procesy kulturotwórcze po 1945 roku przebiegały inaczej niż w pozostałych regionach kraju. Trzeba też wyraźnie podkreślić, że granica między muzyką typu ludowego i nie ludowego nie przebiegała na linii dzielącej miasto od wsi, ale w samym twórcy, w jego mentalności i psychice oraz poczuciu przynależności do określonych źródeł kultury. A było ich przynajmniej kilka. Muzyka przywieziona przez osadników w pierwszym okresie, a nawet przez pierwsze lata, wykonywana była w większości właśnie w obrębie własnych grup regionalnych…

… Analizując pracę pierwszych placówek kulturalno – oświatowych, już od 1945 roku, świetlic i szkół, wyraźnie zaznacza się brak zasadniczego rozróżnienia między tradycją ludową a amatorską. Na Pomorzu Zachodnim obie te formy w sposób dość dynamiczny uzupełniały się i wzajemnie przenikały…

… Muzyka ludowa, uprawiana zarówno w placówkach kultury, jak i w domach, w gronie rodzinnym, często łagodziła napięte sytuacje, przyczyniała się też do adaptacji ludzi do zastanych warunków, do jej integracji, do tworzenia się nowych więzi społecznych wewnątrz regionu…”

* * *

W książce naszego autorstwa (Marii Czech Sobczak i Władysława Kuruś Brzezińskiego – przyp. red.) pt. „Szczecińscy filharmonicy – artyści, muzycy” przedstawiliśmy znanych artystów i ważniejszy repertuar z działalności artystycznej popularnego dyrygenta Waleriana Pawłowskiego, którego Bogdan Matławski wspomina z racji ich współpracy artystycznej, w ramach popularnych koncertów orkiestry Filharmonii Szczecińskiej. Warto ujawnić kilka szczegółów z biografii Bogdana Matławskiego. Zaznaczyć też chcemy, że w „sferze czysto ludzkiej” niezmiernie lubimy pogawędki z Bogdanem, bowiem jest to osoba bardzo życzliwa i inteligentna. Spodziewamy się, że opublikuje jeszcze niejedną książkę i zdobędzie większą popularność nie tylko u naukowców, lecz też u czytelników żądnych wiedzy o muzyce ludowej. Jak nam wiadomo Bogdan Matławski nadal drąży ten temat i penetruje „teren” – zbiera materiały i przeprowadza rozmowy z osobami mającymi wiedzę oraz predyspozycje narratorsko-twórcze.

Wiele konkretnych działań w tej materii nie zostałoby udokumentowanych, gdyby nie pasjonaci, którzy od wielu lat piszą i potem przedstawiają prace do konkursu „Dzieje Szczecińskich Rodzin”. To dzięki nim i ich sponsorom ukazały się samodzielne pozycje książkowe, które dla naszego regionu stanowią ważne dobra kulturowe oraz wzbogacają polskie dziedzictwo narodowe. To ważne, albowiem pisaną historię narodu tworzą nawet najmniejsze fakty dotyczące biografii osób „prawie anonimowych”. Spisanie ich biografii jest tym cenniejsze, że życie ludzkie przemija – a opracowania kronikarskie pozostają dla potomnych, jako świadectwo codziennego trudu.

* * *

Po tych refleksjach czas najwyższy przedstawić wywiad z dr Bogdanem Matławskim…

Na wstępie pan Bogdan wyraził zadowolenie i podziękowanie za zainteresowanie jego – jak powiedział – „skromną osobą, gdyż czuje się pyłkiem w kosmosie, który trudno dostrzec”.

W tym miejscu warto wspomnieć, że swego czasu pan Bogdan (w recenzji naszej książki) wytknął nam zbytnią skromność – a w czasie tej rozmowy stwierdzał, iż zastanawia się, czy spełni nasze oczekiwania…

* * *

Bogdan Matławski urodził się w 1947 roku w małej wsi Emilianów w powiecie sieradzkim. Kilka lat po wyzwoleniu (1948 r.) jego rodzice przybyli na tzw. Ziemie Odzyskane i osiedlili się we wsi Żabnica (obrzeża Gryfina, około 40 km od Szczecina – przyp. red.).

Żabnica jest malowniczo położona wzdłuż Regalicy i po prostu jest tam pięknie.

Była wsią nietypową, bowiem wśród mieszkańców przeważali robotnicy. Wynikało to z faktu, że na skraju wsi usytuowana była Fabryka Suchej Destylacji Drewna. Tak nazywał się ten zakład początkowo, później nazwa zmieniała się, jednak profil produkcji pozostał zbliżony – wytwarzanie węgla drzewnego.

Bogdan dorastał w tej podszczecińskiej wsi i całkiem nieświadomie wrastał w jej specyficzną kulturę. Tu miał możliwość zetknięcia z „wieloregionalną”, przeniesioną z innych miejsc, kulturą duchową nowych mieszkańców oraz zastaną przez nich kulturą materialną pozostawioną przez byłych mieszkańców (Niemców). I właśnie ta zespolona, już polska, zachodniopomorska kultura, z biegiem lat stała się jego życiową pasją.

Od wczesnej młodości wykazywał zainteresowania muzyczne – urzekały go pieśni ludowe śpiewane przez „babcie” i w zachwyt wprawiali miejscowi muzykanci. W szkole podstawowej miał szczęście trafić na pana Karolczyka, nauczyciela grającego na akordeonie, który często grał uczniom podczas nauki śpiewu oraz poza tymi zajęciami, rozbudzając w nich muzyczną pasję i wyobraźnię.

Dla młodzieży z Żabnicy szersze możliwości muzykowania pojawiły się z chwilą, gdy w ich wsi otworzono świetlicę. Była to placówka kulturalna należąca do Fabryki Węgla Drzewnego. W świetlicy zatrudniono instruktorów muzycznych, którzy prowadzili chór i zespół mandolinistów. Waśnie w tym zespole dane było Bogdanowi zdobywać pierwsze doświadczenia artystyczne, rzecz jasna jako „muzyka – mandolinisty”.

Ponadto we wsi działała ludowa grupa teatralna, założona i prowadzona przez Kazimierę Matławską, mamę Bogdana. Próby tego zespołu odbywały się w ich domu i były lekcjami poglądowymi o tym, jak pracują ludowi artyści.

Takie były Bogdana początki kontaktów z kulturą i muzyką, które zajmują wiele miejsca w jego życiu. To wówczas zaczęła się jego przygoda z kulturą, która trwa do dnia dzisiejszego.

Konsekwencją tych zainteresowań była jego droga edukacyjna. Uczył się w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia i Średniej Szkole Muzycznej w Szczecinie, którą ukończył w klasie saksofonu, u prof. Kazimierza Żelichowskiego. Potem został absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej Instytutu Wychowania Muzycznego w Zielonej Górze oraz obronił pracę doktorską „Polska muzyka ludowa na Pomorzu Zachodnim w latach 1945-1970” (przewód doktorski pod kierunkiem prof. dr hab. Lucyny Turek-Kwiatkowskiej) na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. Tak właśnie uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych, w specjalności historia. Jednocześnie okazało się, że młodzieńcze pasje muzyczne z czasem stały się dla niego profesją, zawodem.

* * *

Od czasu rozpoczęcia gry w zespole mandolinistów nieustannie muzykował. Jako nastolatek przygrywał, początkowo na gitarze, a później na saksofonie, na wiejskich weselach i ludowych zabawach. Jako uczeń średniej szkoły muzycznej grał w szkolnym big – bandzie, który w tamtym czasie założył i prowadził znany szczeciński muzyk, saksofonista i pedagog, Jan Kowalski.

Miał też szczęście współpracować z Filharmonią Szczecińską. Wielki, wspaniały szczeciński dyrygent Walerian Pawłowski przygotowywał wówczas filharmoników do wykonania, wspólnie z pianistą, bodajże panem Ratusińskim (?), kompozycje George’a Gershwina „Amerykanin w Paryżu” i „Błękitna Rapsodia”. W obsadzie instrumentalnej potrzebne były saksofony, więc poproszono zdolniejszych uczniów – saksofonistów do udziału w tym muzycznym przedsięwzięciu. Wśród wyróżnionych znalazł się też Bogdan Matławski.

Najpierw, prawie cały tydzień, trwały próby, a w piątek i sobotę – koncertowali. Wrażenia niezapomniane, zaszczyt wielki i niepowtarzalny pomimo tego, że – jak sam mówi:

Choć nie jest wielkim miłośnikiem muzyki poważnej, to takie doznania w życiu liczą się bardzo i nie sposób o tym zapomnieć.

Jego zainteresowania muzyczne koncentrowały się wokół muzyki rozrywkowej i jazzowej, co sprawiało, że grał w najprzeróżniejszych składach instrumentalnych, w szczecińskich klubach studenckich oraz w „zwykłych” lokalach gastronomicznych, między innymi w słynnej, nie istniejącej już „Kaskadzie”. Jako muzyk pracował także w niemieckich lokalach rozrywkowych – w wielu miastach, z Berlinem włącznie (będącym wówczas stolicą NRD). Najdłużej jednak współpracował, pod patronatem „Estrady Szczecińskiej” i Bałtyckiej Agencji Artystycznej „BART” z wieloma znanymi i cenionymi polskimi artystami, w tym z duetem fortepianowym Zubek – Banasik, z Anną Jantar, z Bogusławem Mecem, z Kazimierzem Kowalskim, z Anną Pietrzak, z Barbarą Chorowianką, z Mieczysławem Voitem, z Ryszardem Pietruskim, ze Stefanem Friedmanem, a także ze słynną grupą atletów „Salto Mortale”.

c.d.n.
Fragmenty z książki Marii Czech Sobczak i Władysława Kuruś Brzezinskiego pt „Pasjonaci Szczecińskiej Kultury”.
Tekst autoryzowany.
Krótkim wstępem do POR opatrzył: woti

Komentarze (1)

Wiosna2010:

4 maj 2010 o 22:18.

Sława nasza – Bogdan Matławski jeszcze nie raz nas zaskoczy. Talent muzyczny posiada, opowiadania o muzyce i nie tylko ma opanowane do perfekcji. Więc – „Boguś trzymaj się.” Świetnie gawędzisz, wysoka kultura a przy tym brak zarozumialstwa więc czekam na tytuł profesorski i to szybko, szybciutko. Pozdrawiam Maria 47

Zostaw komentarz

Zaloguj się, by móc komentowaą.

ABSOLWENTAR

Polecamy

Kategorie (Działy)

Archiwum

Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Administracja